Produkt dnia
FLamenco Chill - V/A - digipack
FLamenco Chill - V/A - digipack
123,00 zł 100,00 zł
szt.
Flamenco Chill 2 - V/A - digipack
Flamenco Chill 2 - V/A - digipack
99,00 zł 80,49 zł
szt.
Barcelona - V/A - digipack
Barcelona - V/A - digipack
44,00 zł 35,77 zł
szt.
Flamenko Bueno
Flamenko Bueno
44,00 zł 35,77 zł
szt.
V/A "Brazilounge"  - 2 CD
V/A "Brazilounge" - 2 CD
49,00 zł 39,84 zł
szt.
Fado de Lisboa - V/A
Fado de Lisboa - V/A
69,00 zł 56,10 zł
Radio Brasil - V/A
Radio Brasil - V/A
29,00 zł 23,58 zł
szt.
Por el Amor al Flamenco - 2 CD
Por el Amor al Flamenco - 2 CD
49,00 zł 39,84 zł
szt.
Newsletter
Podaj swój adres e-mail, jeżeli chcesz otrzymywać informacje o nowościach i promocjach.
Zaloguj się
Nie pamiętasz hasła? Zarejestruj się

NINA PASTORI "Raiz"

Dostępność: brak towaru
Cena: 69,00 zł 69.00
Cena netto: 56,10 zł
ilość szt.
Zyskujesz 6 pkt [?]
dodaj do przechowalni
Ocena: 5
Producent: -
Kod produktu: 393

Opis

Trudno oprzeć się wrażeniu, że dla Niny Pastori zwrot w stronę korzeni” podobnie jak dla Magdaleny Lechowskiej oznacza zwrot w stronę muzyki latynoskiej. O ile dla wychowanej w Kolumbii Polki to dość zrozumiałe o tyle w przypadku urodzonej pod Kadyksem wokalistki flamenco może to zaskakiwać. 

Choć z drugiej strony pamiętajmy, że Kadyks, jedno z najstarszych miast (nie tyle nawet w Hiszpanii co w całej Europie) odgrywało szczególną rolę w transponowaniu wszelkich nowości zarówno materialnych jak i kulturowych do Europy z Ameryki Łacińskiej. Na marginesie dodać należy, że za takie powszechnie uważana jest Sevilla, ale w rzeczywistości szybko tę rolę przejął właśnie Kadyks, co jak twierdzi Robert Makłowicz, spowodowane było zamuleniem rzeki Guadalquivir.


Ale wróćmy do muzyki. Choć album generalnie jest pewną formą kompilacji jej starszych utworów w nowych, najczęściej latynoskich aranżacjach to podzieliłbym go na dwie części. W pierwszej można odnieść wrażenie, że obcujemy niemal z rdzenną muzyką Ameryki Łacińskiej. Raz bardziej meksykańską (gdy ta brzmi stosunkowo współcześnie) raz raczej kolombijską (gdy utwory mają konstrukcję bardziej oszczędną, choć i przy okazji jednak przaśną). Już pierwszy tytułowy „Raiz” przywodzi skojarzenia z Celią Cruz w charakterystycznych dla niej melodeklamacjach rozdzielających refreny.


Hiszpanii jest w tym zaledwie kilka ziarenek, by nieco na siłę posłużyć się tym rzeczownikiem, który tak często występuje w tekstach Pastori. Te hiszpańskie ziarenka na pewno będą przez wielu słuchaczy odnalezione w momentach kiedy sposób śpiewania staje się bardziej zbliżony do tego charakterystycznego raczej dla gatunku flamenco chill, znanego choćby z wykonań Marii z Chambao (jak w czwartym „La Maza”).


Jednak najlepsza „mezcla”, by nie użyć o francuskiej proweniencji słowa „mariaż” muzyki hiszpańskiej z latynoską udaje się w utworze Cumbia del Mole. Utwór noszący wszelkie znamiona iberoamerykańskiego przeboju stałby się zapewne hitem Programu Trzeciego, gdyby ktoś chwilę polobbował na ulicy Myśliwieckiej 3/5/7. W momencie swego apogeum na pierwszy plan wychodzą kastaniety nadając piosence jakże europejski akcent.


Jednak kolejny utwór „Agua de rosas” zaskakuje by nie powiedzieć „razi” elektryczną gitarą dość ordynarnie tu brzmiącą. Może to jednak było koniecznym wprowadzeniem do kolejnego utworu, o którym nie sposób nie wspomnieć.


Sodade…


Utwór pochodzący z Zielonego Przylądka rozpropagowany głównie przez Cezarię Evorę, znany też z wykonań Joao de Sousa (and Fado Polaco) opisuje stan ducha charakterystyczny widoczny zwłaszcza w poezji i muzyce portugalskiej. Powszechnie mówi się o niemożliwości jego przetłumaczenia. Ja jednak będę się upierał, że to poniekąd odpowiednik hiszpańskiego duende, czy słowiańskiego, że posłużę się językiem rosyjskim „duszy szczypatielnej” .


Sekcja rytmiczna, zwłaszcza perkusja brzmi tu bardzo współcześnie, niemal elektronicznie, co jest akurat tu rozwiązaniem bardzo oryginalnym i odważnym, bo zwykle pieśń ta „coverowana” jest bez uszczerbku dla tradycji.


Druga część jest bardziej nierówna, choć niewątpliwie bardzo bogata. Zmiana zaczyna się po 10tym utworze. Płyta zmienia się jakby w dobrze rozkręconą zabawę. Tu też mamy największą mieszankę stylów. Warto się nad nią zatrzymać, bo posunięta jest do absurdu. Jedynasty „Tren del cielo” (Tren z Nieba?:) Nie, raczej Pociąg z nieba) zaczyna się od Fletni Pana (abstrahując od pochodzenia instrumentu, obecnie najbardziej eksploatowany jest w muzyce ekwadorskiej i paragwajskiej) potem na pierwszy plan wychodzi wokal, pozornie prosty i popowy, by przybrać za chwilę transowe emploi , i na moment przeistoczyć się w melodykę arabską i zaraz potem nawiązać do muzyki południowoafrykańskiej i spointować klasycznym popem. W sumie takiej mieszanki można zaznać u nas chyba tylko po spożyciu LSD na polskim weselu.


Powyższy utwór sprawia, że kolejny „Valgame Dios”, w którym słyszymy głównie zwort „Quiero que me beses” (Chcę byś mnie całował) brzmi dostojnie, choć świetnie pasowałby podobnie jak wiele piosenek Bebe, na light motive dowolnej hiszpańskiej telenoweli.


Jednak szczyt romansu z popem Nina Pastori osiąga w „Y para que”. Utwór zaczyna się niepozornie, niczym paragwajska, może meksykańska ballada. Głos wokalistek (pora w końcu wspomnieć, że na płycie tej Nina Pastori, delikatnie mówiąc, wspomagana jest przez Soledad i Lilę Downs) staje się z sekundy na sekundę bardziej nosowy, co utwierdza nas w latynoskiej proweniencji, by w refrenie stać się… klasyczną biesiadą. To jednak nie koniec wybryków trzech div. Za chwilę śpiew jednej z nich przywodzi na myśl, a wręcz staje się wokalizą rodem z rocka gotyckiego.


Po tym wybryku mamy już hiszpańską klamrę, a’la Navajita Platea („ziomkowie” znad atlantyckiej części Andaluzji ), tyle że z wibrafonem i pianinem jak u Komedy w Dziecku Rosmary przykryte chórkiem, granym zaś w pozornie absurdalnie w zwolnionym tempie jak to czynił czasem angielski Masive Attack .


Słowem: słuchając tej płyty nie sposób się nudzić:) 

Przemek Sztyler

Produkty powiązane

Opinie o produkcie (0)

do góry
Sklep jest w trybie podglądu
Pokaż pełną wersję strony
Sklep internetowy od home.pl