Sonda

Czy jesteś za odłączeniem się Katalonii od Hiszpanii?

Koszyk

produktów: 0

wartość: 0,00 zł

przejdź do koszyka »

Święta w Hiszpanii

0

KATALONIA TO NIE... PODLEGŁOŚĆ?

   

W przeddzień hiszpańskiego święta narodowego, obchodzonego 12. października, w rocznicę odkrycia Ameryki przez Krzysztofa Kolumba, a jednocześnie w dniu w którym Katalonia ma ogłosić swą niepodległość należy przyjrzeć się szansom powodzenia tej śmiałej koncepcji.

Plaza del Rei

Barcelona, Plaza del Rei, gdzie K. Kolumb po odkryciu Ameryki spotkał się z Królem Hiszpanii - F. Aragońskim.

Jednym z pożytecznych zadań socjologii jest przewidywanie przebiegu wydarzeń społecznych. Niestety trudna to sztuka. Wiedzą o tym socjologowie, dlatego też chętniej zasiadają przed kamerami tv gdy dane wydarzenie ma już miejsce. Można wtedy interpretować, wyjaśniać, najchętniej poprzedzając swe racje (czasem konfabulacje) sakramentalnymi: „Było to dla mnie oczywiste od początku”, „Nie zaskoczyło mnie to”, „Nie ma w tym nic dziwnego, wszystko wskazywało na to, że tak się stanie”.

 Rzadziej jednak my, socjologowie, zabieramy głos ryzykując swój autorytet, prognozując wcześniej jaki obrót przyjmą sprawy. Ja jednak zaryzykuję. 


Choć rosnące tendencje separatystyczne miałem okazje śledzić naocznie na przestrzeni blisko ostatnich 20 lat podczas mych krótszych i dłuższych pobytów w Katalonii to stanowczo, niemal stanowczo;) stawiam tezę, że Katalonia niepodległości nie uzyska. Przynajmniej nie teraz, ani w październiku, ani w listopadzie, ani w najbliższym czasie.

Powodów jest kilka:


Katalonia to nie Polska
Choć Katalończyków zwą los Polacos to tak naprawdę analogii wielkiej w dążeniach niepodległościowych w naszej historii zbyt wiele nie ma. Polska zawsze traciła swą niepodległość wbrew swojej woli. Katalonia niegdyś z niej raczej zrezygnowała. Oczywiście bynajmniej nie z chęci podporządkowania się komuś, a w celu zjednoczenia sił (przeciw arabskiemu najeźdźcy, wsławiając się tu zresztą nie lada bohaterstwem i odnosząc spektakularne sukcesy). Jednak sam ten fakt (poniekąd dobrowolności) sprawia, że nie posiadają tak silnego jak niegdyś u nas imperatywu odzyskania pełnej wolności.

symbol Katalonii

Symbol Katalonii mający obrazować jej upór

 
Katalonia to nie Bałkany
Katalonia będąc częścią Hiszpanii, a tym samym w ostatnich ponad 30 latach członkiem Unii Europejskiej przeszła swoisty proces socjalizacji. Mimo niemal diametralnej odmienności względem państw założycielskich, rok w rok musiała dostosowywać swe odmienne zwyczaje do norm unijnych. Choć wielu z nich dzielnie się opierała (jak np. nakazowi zmiany sposobów produkcji słynnej szynki, zwanej tam jamon serano) stawała się jednak obszarem coraz bardziej zbliżonym do unijnej „urawniłowki”. Oczywiście nie na każdym polu. To przecież właśnie tu, poza obszarami stricte turystycznymi, praktycznie nie mają racji bytu sieci typu Mc’Donalds czy Pizza Hut, które jeśli już są to przypominają raczej rzadko odwiedzane speluny. To przecież tu jest jakże odległa mentalnie od centro europejskiej mentalności corrida. Tu, w sensie Hiszpanii, ale już nie w Katalonii, która kilka lat temu tej tradycji zaniechała (może bardziej z powodów konotacji tej „rozrywki” z frankistowską Hiszpanią, niźli chęci przypodobania się Unii, ale jednak). Rok w rok przechodziła proces homogenizacji, powoli, ale jednak coraz bardziej rezygnując ze swej odmienności. Swoista europeizacja Hiszpanii, a tym samym Katalonii czyniła wiele złego, ale też trudno powiedzieć, że nie zachodził tam jednocześnie proces cywilizowania. A wraz z jego rozwojem jak wiadomo spada poziom agresji. Nie jest więc niemal nikomu nad wyraz na rękę wchodzić teraz w konfrontację siłową, która mogłaby doprowadzić do jatki między poszczególnymi regionami z jaką mieliśmy do czynienia na początku lat 90tych ubiegłego wieku na Bałkanach…
Zresztą nie przypominam sobie bym na Półwyspie Iberyjskim był światkiem siłowych rozwiązań konfliktów między ludźmi. Owszem, niby byłem, ale akurat były one udziałem braci imigranckiej. I to bynajmniej nie północno afrykańskiej a słowiańskiej właśnie…


Półwysep Iberyjski to nie Wyspy Brytyjskie
Takie sformułowanie odnosi się tu do co najmniej dwóch kwestii. Pierwsza z nich to futbol, ale tę z racji swoich pasji zostawię na deser, druga zaś to problem ataków terrorystycznych. Nie chcę posługiwać się tu patologicznym i jednostkowym przykładem ataku odwetowego na niewinnych islamistów jaki przeprowadził w Anglii jej mieszkaniec po zamachu w 2017 roku. Jednak trudno sobie wyobrazić marsze poparcia dla przyjmowania uchodźców z krajów islamskich jakie szły by przez Londyn czy Menchester zaraz po którymś z ataków terrorystycznych. Trudno sobie to byłoby wyobrazić także w Hiszpanii po ataku na stacji Atocha. Zresztą może wyobrazić akurat nie tak trudno, ale zwrócić należy uwagę, że takich marszów tam nie było. A w Katalonii był…
To świadczy o, nazwijmy to, rozwiniętym duchu pokoju. Oczywiście może on kiedyś wygasnąć, ale teraz wydaje się być ciągle w rozkwicie.


Różnica miedzy wspomnianymi wyspami a omawianym półwyspem rysuje się w także w poruszanej w kontekście katalońskich dążeń niepodległościowych tematyki futbolu. Wielu kibiców, zarówno jednej jak i drugiej strony nie wyobraża, lub nie chce wyobrażać sobie hiszpańskiej ligi bez tzw gran derby, czyli spotkań między Realem Madryt a Barceloną. Tymczasem mierząc wszystkie proporcje od zawsze mamy na wyspach odrębne ligi (szkocką, angielską, irlandzką). Co więcej: regiony te mają swe reprezentacje narodowe i walczą nierzadko z sobą o zakwalifikowanie się do ME czy MŚ.
A to dopiero teraz jakże blisko jest Szkocja od uzyskania pełnej niepodległości. Wydaje mi się, że póki mieszkańcy obecnej Hiszpanii nie wyabstrahują się ze świata la liga to ciężko będzie jednym od drugich przeciąć pępowinę. Choć tu może akurat po ostatnim zaostrzeniu się konfliktu dojść do kolejnego punktu zapalnego. I jeśli w ogólnej tezie będę się mylił to myślę że właśnie przez sytuacje jakie mogą wytworzyć się na tle meczów piłkarskich, co jest dość przykre, na marginesie mówiąc.


Katalonia to nie… flamenco
I wreszcie trudno nie odnieść się też do tematu niepodległości Katalonii w kontekście świata muzyki. O ile Katalonia nigdy nie przypisywała sobie bycia kolebką flamenco, którą bezsprzecznie jest Andaluzja to nie trudno zauważyć, że czerpie korzyści z jego popularności. Nie negując nawet jakiegoś katalońskiego wkładu w rozwój muzyki flamenco trzeba zauważyć, że jakiekolwiek nawiązania do tego gatunku zaraz po ew. uzyskaniu niepodległości byłoby sporym zgrzytem. Myślę że prędzej wskrzeszono by rumbę catalanę, niż celebrowano dalej flamenco. Tu pojawia się jednak pytanie o ekonomiczną stronę problemu. Wszak spora część mieszkańców Katalonii (nie wchodząc w to czy są pochodzenia kastylijskiego czy katalońskiego) czerpie krocie z organizacji imprez muzycznych nawiązujących do tego gatunku.
Dotykając zresztą tematów ekonomicznych sprawy komplikują się jeszcze bardziej przez wzajemne powiązania przy których problem wpłat do budżetu narodowego staje się naprawdę niewielki. Podobnie zresztą jak sprawa powiązań rodzinnych, przemieszania między Katalonią a pozostałymi częściami Hiszpanii, które z dnia na dzień miałyby się stać przemieszaniem pomiędzy obszarem unijnym i poza unijnym… O imigrantach z Ameryki Łacińskiej, którzy otrzymując z automatu hiszpańskie paszporty nie wspominając… I trzymając się nawet samej muzyki zwrócić należy uwagę, że również im, latynoskim imigrantom, zasilającym silnie populację muzyków pracujących w Katalonii bliżej jest do śpiewania w języku hiszpańskim niż katalońskim. A co bardziej znamienne: większość katalońskich zespołów też wybiera język hiszpański. Ze względu na komunikatywność. Nawet spośród tych, które jawnie opowiadają się za jak największą autonomią…


Przemek Sztyler, z cyklu: Hiszpania z oddali;)

Komentarze do wpisu (0)

Newsletter

Jeśli chcesz otrzymywać informacje o nowościach wydawniczych wpisz swój e:mail
Sklep jest w trybie podglądu
IberiaRecords
© IberiaRecords.com +48 663 665 399, Wrocław, ul. Braci Gierymskich 68, e-mail: iberiarecords@iberiarecords.com
Click Shop | Hosting home.pl